45 tys. nowych miejsc pracy w 15 lat

    Katowicka Specjalna Strefa Ekonomiczna – największa w Polsce – obchodzi swoje 15-lecie. Rada Ministrów powołała ją rozporządzeniem z 18 czerwca 1996 r. Region bezsprzecznie skorzystał z szansy, która się przed nim wtedy otworzyła.

    Od 1996 roku w czterech podstrefach KSSE ponad 200 firm zagranicznych i krajowych zainwestowało 17 mld zł tworząc 45 tys. miejsc pracy, w tym 60 proc. w branży motoryzacyjnej. Stała się ona znakiem rozpoznawczym strefy skutecznie pomagając regionowi w odejściu od górniczej monokultury. Ewolucyjnie.

    – Praca w strefie nie jest raczej dla górników odchodzących z kopalń, ale dla ich dzieci i wnuków – ocenia Piotr Wojaczek, prezes Katowickiej Specjalnej Strefie Ekonomicznej.

    Co istotne, połowę pieniędzy wydanych na budowę obiektów przemysłowych w strefie w ciągu dwóch ostatnich lat stanowią nakłady reinwestycyjne.

    – To znaczy że nie sprawdzają się obawy zgłaszane podczas tworzenia strefy, że inwestorzy, którzy postawią tu fabryki, wycisną je jak cytrynę i przeniosą produkcję gdzie indziej – cieszy się Piotr Wojaczek. – W ubiegłym roku decyzję o rozbudowie za, bagatela 250 mln zł, w dąbrowskiej części strefy podjęła np. włoska firma z branży motoryzacyjnej Brembo.

    Mimo upływu czasu strefa nie straciła swoich właściwości magnetycznych. Dużych inwestorów nadal kusi upust w podatku dochodowym firmy w wysokości 40 proc. poniesionych nakładów. Problem w tym, że zostaje coraz mniej czasu, aby zdążyć „odebrać” rekompensatę. W założeniu strefa miała działać 20 lat, do roku 2016. Trzy lata temu jej działalność przedłużono do roku 2020. 


    – Przemysł motoryzacyjny, najsilniej reprezentowany w strefie, ma stosunkowo niską rentowność. Aby przedsięwzięcie biznesowe mogło wyjść na swoje, musi być zaplanowane na wiele lat – argumentuje Piotr Wojaczek. – Dlatego bezwzględnie musimy myśleć o przedłużeniu funkcjonowania strefy co najmniej do 2025 lub 2030 roku. Rządowa decyzja w tej sprawie powinna zapaść najpóźniej w 2012 roku.

    Mimo że wyciśniętej cytryny nikt w KSSE jeszcze nie widział, lepiej chuchać na zimne. Tym bardziej, że świetne warunki dla inwestorów z branży motoryzacyjnej oferuje np. sąsiednia Słowacja. A mimo rosnących cen paliw, warto się o nią bić, bo generuje innowacyjność. W oparciu o nią w KSSE podjęto próbę stworzenia klastra automotive.

    – Czy może być lepszy sposób na stymulowanie rozwoju przemysłu niż specjalne strefy ekonomiczne. Jak na razie to nie. Państwo nie musi wyłożyć na stół gotówki, tylko zgodzić się ograniczenie swoich wpływów podatkowych. W zamian dostaje miejsca pracy dla obywateli i podatki pośrednie – argumentuje prezes Wojaczek.

    W śląskiej strefie są nadal miejsca na nowe zakłady. Po rozszerzeniu do 1.900 hektarów, co nastąpiło na początku ub. roku, do zagospodarowania jest ich około tysiąca.

    Autor: www.wnp.pl